Geoblog.pl    michalfutyra    Podróże    Tajemnicze miasta Azji Południowo - Wschodniej    Malakka raz jeszcze - Ratujmy Statki!
Zwiń mapę
2011
12
wrz

Malakka raz jeszcze - Ratujmy Statki!

 
Malezja
Malezja, Malakka
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2924 km
 
Cieszyłem się na myśl o ponownej podróży promem przez Cieśninę Malakka. Nie zepsuło mi tej radości nawet siedmiogodzinne oczekiwanie na prom. Podczas krótkiego pobytu w Indonezji nauczyłem się jednej świętej zasady. Wyłuszczył mi ją chińskich właścicieli hotelu w Pekanbaru. Widząc moją zmartwioną minę po kilku godzinach oczekiwania na autobus, podszedł do mnie, poklepał po plecach i powiedział: „Największą miłością Indonezyjczyków, jest cierpliwość”, co po chwili zadumy przetłumaczyłem sobie na: „Cierpliwość jest największą cnotą”. I w rzeczywistości tak właśnie było. Cierpliwość - klucz do zrozumienia tego kraju. Niech wszystko dzieje się według własnej logiki. Jeśli mają po mnie przyjechać, to i tak przyjadą. Jeśli mam popłynąć, to w końcu dostanę się na statek.

Przekraczając granicę pomiędzy pomostem, a pokładem promu, czułem, jakbym cofał się do czasów sprzed Rewolucji Przemysłowej. Kiedy wyruszające z Europy załogi nie mogły być pewne własnego losu. Gdy równie istotna co cel podróży, była sama droga. Gdy życie ludzi zależało w równym stopniu od ich wytrwałości, co łaskawości natury. I nie ważne, że dopływano do portu przeznaczenia po miesiącu zwłoki, dwóch, czy trzech.

Poznawszy wcześniej zwyczaje panujące na promie, udałem się od razu na tył statku. Tam gdzie kilku pracowników przewoźnika „Indon Express” układało bagaże pasażerów. Uśmiechając się przymilnie, ściskając dłonie i przeciskając się pomiędzy pakunkami, dotarłem do bocznych barierek pokładu. Stąd był najlepszy widok i najwięcej ludzi wychodziło poobserwować wodę z kawą w jednej, i papierosem w drugiej dłoni.

Było coś niesamowitego w moich współpasażerach. Będąc jeszcze na brzegu, pełni energii, głośni, rozbiegani we wszystkich kierunkach, aby dobić ostatnich targów, wchodząc na prom stawali się nagle zupełnie kimś innym. Gdy wypłynęliśmy na pełne morze, przeistoczyli się w marzycieli i romantyków. Z pomieszczeń dla pasażerów powolutku wychodzili na otwarty pokład. Opierali się o barierki i zastygali w tych pozycjach na długie minuty. Jedynie oczy pozostawały żywe. Rozglądały się na wszystkie strony. Powoli. Rejestrując każdy, nawet najmniejszy szczegół na tafli wody. Wszyscy bez wyjątku ulegali masowej hipnozie. Nawet dzieci idące krok w krok za rodzicami, pełne dziecięcej pasji, stawały się ciche i spokojne. Chwytając za matczyne spódnice, spoglądały niepewnie na fale.

Nie zauważyłem nawet momentu, kiedy indonezyjski ląd zniknął za horyzontem. Nic tylko woda. Nagle do głowy zaczęła się dobijać niespokojna myśl związana z bezpieczeństwem. Analizując suche fakty, nie wyglądało to zbyt dobrze. Ilość zabranych pasażerów, z pewnością przekraczająca dozwolony limit. Jedna szalupa ratunkowa na jakieś sto kilkanaście osób. Przechadzając się po pokładzie naliczyłem zaledwie cztery koła ratunkowe. Zawsze jeszcze jest radio i sygnał S.O.S.

Wystarczyło jednak kilka minut, abym zupełnie zapomniał o wszystkich przykrych myślach. Jest coś niezwykle kojącego w podróży statkiem. Powolne kołysanie na boki, szum wody kilka metrów poniżej i ta ogromna, nie dająca się ogarnąć przestrzeń. Ależ śmieszne w takiej chwili wydają się ludzkie marzenia o podboju kosmosu. Najpierw zbadajmy morza i oceany, to co mamy tutaj, na ziemi, a dopiero później wybierajmy się na podbój innych światów. Stojąc twarzą w twarz z siłami natury, uzmysławiamy sobie, jak niewiele znaczymy.

A wszystkie te przemyślenia za sprawą małego, zniszczonego i zapuszczonego statku. Ratujmy statki!

„Statki, cóż to za wspaniały wynalazek. Kiedy posapują, wzdychają i drżą w objęciach morza, pod dotykiem fal, zachowują się, jakby miały ludzkie uczucia. Trzeba je zachować przy życiu w dowodzie miłości, aby uszczęśliwić ostatnich romantyków. Wykorzystujmy je aby leczyć depresje. Prze pisujmy morskie podróże tym, którzy nie mogą znieść ciężaru życia, czują ucisk w piersiach i nie znajdują już racji, aby dalej się męczyć. Pomyślmy tylko, ile zaoszczędzimy na pigułkach: żadnego więcej valium ani prozacu”.

Tiziano Terzani, „Powiedział mi wróżbita”
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2011-09-15 17:06
Pięknie napisany rozdział - czyta się wspaniale ! - dziękuję
 
 
michalfutyra
Michał Futyra
zwiedził 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 17 wpisów17 18 komentarzy18 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0