Geoblog.pl    michalfutyra    Podróże    Tajemnicze miasta Azji Południowo - Wschodniej    Malakka - Zła karma od pasa w dół
Zwiń mapę
2011
06
wrz

Malakka - Zła karma od pasa w dół

 
Malezja
Malezja, Melakka
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1684 km
 
Czy to za sprawą lektury artykułów Terzaniego, czy to stare mury Malakki tak na mnie wpłynęły, postanowiłem za wszelką cenę odnaleźć jakiegoś wróżbitę. Pierwsze godziny poszukiwań nie rokowały zbyt dobrze. Zaciągając języka u najlepiej poinformowanych ludzi w mieście – taksówkarzy, kilkakrotnie spotkałem się z szyderczymi uwagami. Jeden z kierowców, Chińczyk, na moje pytanie, wysunął zza kołnierza koszuli srebrny krzyżyk, mówiąc, że na takie rzeczy nie pozwala mu religia.

Nie zrażony próbowałem nadal. W końcu natrafiłem na hinduskiego taksówkarza, w którego wozie zauważyłem kilkanaście przeróżnych wisiorków, pozawieszanych buteleczek z kolorowymi płynami, obrazki Buddy, Wisznu i Chrystusa. Ośmielony wieloreligijnymi symbolami, zagadnąłem na temat wróżbity. „Owszem, jest jeden. Bardzo dobry, sir. Hindus, tak, jak ja. Ja nie korzystam, ale moja żona często do niego chodzi, sir. Mogę zawieźć, sir”. Nie mogąc wypowiedzieć zdania bez drażniącego słowa „sir”, kierowca ruszył w kierunku nowej, przemysłowej części Malakki.

Miejsce, w którym rezydował wróżbita przypominało jeden z tych azjatyckich sklepików, w których można kupić wszystko. Począwszy od wody mineralnej, przez kosmetyki, skończywszy na gwoździach. Uprzedzony wcześniej mężczyzna, czekał już na zapleczu. Wszędzie dookoła walały się pudła różnych rozmiarów. W jednym koncie leżały worki z ryżem, w drugim pozawiązywane stosy starych gazet.

Wyglądał na około czterdziestokilkuletniego, ale w tym klimacie i przy takim rytmie pracy wygląd bywa często mylny. Nie miał w sobie nic z oczekiwanego przeze mnie magicznego czaru. Zwykły, chudy, w okularach, ubrany w ciemne spodnie i jasną koszulę. Bez słowa wstępu przeszedł do rzeczy.

Poprawną angielszczyzną kazał mi stanąć przed sobą. W obu dłoniach trzymał zaciśnięte czarne kamienie. Zaczął nimi kreślić koła i obrysowywać moją sylwetkę. Najpierw od czubka głowy, wzdłuż ramion, do okolic miednicy. I od pępka, wzdłuż ud, aż do stóp. Mruczał przy tym coś niezrozumiale.

Przypomniała mi się historia sprzed roku, kiedy w indyjskim Pendżabie, podobny „specjalista” od kamieni przepowiadał mi przyszłość. Tylko, że tamten miał w rękach zielone kamyczki, był właścicielem sklepu jubilerskiego i po wzrokowym zbadaniu mojej niewidocznej energii stwierdził, że muszę u niego zakupić jeden z prezentowanych w gablocie ochronnych amuletów, gdyż bez nich, grozi mi niesprecyzowane bliżej niebezpieczeństwo. Miałem nadzieję, że tym razem trafiłem do kogoś więcej, niż zwykłego naciągacza.
Po chwili poprosił bym usiadł. Z szuflady biurka wyciągnął papier i długopisy. Ulokowawszy się naprzeciwko mnie, malował niebiesko – zielone koła i co jakiś czas dopisywał różne symbole wokół nich.

W końcu przemówił: „Masz silną karmę od pasa w górę. To znaczy, że twoje serce jest dobre, a rozum jasny”. Spojrzał na dłonie i dodał: „Pracujesz głową. Jesteś lekarzem, prawnikiem, dziennikarzem albo naukowcem”. Nie chciałem się wtrącać, ale niezbyt trudno wydedukować po dłoniach, że ktoś nie pracuje ciężko fizycznie. Czekając na dalszy ciąg przepowiedni skwapliwie przytaknąłem. „Lubisz podróżować po świecie. Dużo jeździsz i zwiedzasz. Ale nie jesteś turystą”. Banał. Skoro Europejczyk przyjeżdża do Malakki i kilkanaście godzin szuka po mieście wróżbity, to raczej nie jest przykładem typowego turysty.

Szybko zacząłem tracić koncentrację. Mówił o rzeczach, których łatwo było się domyśleć. Gdyby próbował chociaż odrobinę zmyślać. Udawać, że wie o czymś, czego ja nie wiem. Że zna pewną tajemnicę i za chwilę mi ją zdradzi, to dłużej utrzymałby moje zainteresowanie. To jednak ulatywało z każdą sekundą.

Jednak któreś z kolei zdanie, przywróciło przytomność umysłu: „Ale masz złą, bardzo złą karmę od pasa w dół. Twoja energia stąd – wskazał okolice podbrzusza – dotąd – przejechał ręką do kolan – jest ciemna. Albo masz problemy ze zdrowiem, albo będziesz je miał. Duże trudności”. Niewiele jest słów mogących przestraszyć mężczyznę, a niejasne, negatywne sformułowania odnośnie męskości, mogą odrobinę wytrącić z równowagi. „Co to znaczy problemy ze zdrowiem i zła karma od pasa w dół?” – zapytałem. Chwilę milczał, jakby się nad czymś zastanawiał, a później zapytał: „Czy w twojej rodzinie mężczyźni mają problemy w tych sprawach? Seksualnych?”. Nigdy nie zauważyłem, żeby moi dziadkowie, wujkowie lub ojciec narzekali na życie erotyczne, ale z drugiej strony nigdy też z nimi na ten temat jakoś nie miałem okazji podyskutować. Nie wiedząc co odpowiedzieć, odparłem prawdę: „Nie wiem”. On natomiast dodał: „W takim razie musisz wybrać się do lekarza. Zbadaj się i pilnuj zdrowia od pasa w dół. Pamiętaj, że złą energię można odmienić.”

Oszołomiony nieco drugą częścią wróżby, podziękowałem serdecznie za poświęcony czas. Jedyny problem jaki pozostał, to uiszczenie odpowiedniej kwoty. Na tyle wysokiej, aby nie obrazić wróżbity i jego umiejętności, ale też żeby nie przepłacić. Rozwiązanie podsunął sam przepowiadający. Wyciągnął z szuflady kopertę i powiedział, żebym podarował tyle, ile uważam. On nie będzie przeliczał moich pieniędzy. Pod koniec dnia wyciąga z koperty wszystkie datki od odwiedzających i je sumuje. Zapytałem, czy nie byłoby lepiej wprowadzić jakiejś określonej stawki? Popatrzył na mnie karcącym wzrokiem i odrzekł coś, co przekonało mnie, iż prawdziwie wierzy we własny dar: „Moje umiejętności zostały mi podarowane, żeby pomagać innym. Jak mogę przeliczać je na pieniądze?”.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2011-09-15 17:42
Właściwie to warto było odwiedzić wróżbitę ...aby usłyszeć ostatnie zdanie !
 
 
michalfutyra
Michał Futyra
zwiedził 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 17 wpisów17 18 komentarzy18 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0