Geoblog.pl    michalfutyra    Podróże    Tajemnicze miasta Azji Południowo - Wschodniej    Melakka - W oczekiwaniu na duchy przeszłości
Zwiń mapę
2011
05
wrz

Melakka - W oczekiwaniu na duchy przeszłości

 
Malezja
Malezja, Malakka
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1683 km
 
„Jeśli poczekasz do wieczora i cicho przejdziesz wzdłuż murów, wespniesz się na wzgórze i usiądziesz na jakimś starym kamieniu, usłyszysz je. To jak szept wiatru, niemniej je słyszysz: głosy historii. Melakka jest jednym z takich miejsc. Pełnym umarłych, a umarli szepczą. Szepczą po chińsku, portugalski, holendersku, malajsku, angielsku, niektórzy nawet po włosku, a niektórzy w językach, których nikt już nie używa. Nie ma to jednak żadnego znaczenie: historie opowiadane przez umarłych z Malakki nikogo już nie interesują”.

Tiziano Terzani „Powiedział mi wróżblita”

Melakkę wyjątkowo naznaczył los i historia już w momencie swojego powstania. Z początku niewielka wioska założona na południowo – wschodnim wybrzeżu półwyspu malajskiego, przerodziła się z czasem w potężne królestwo, o którego mury rozbijały się kolejne potęgi lokalne i zamorskie. Pierwszym zagranicznym gościem, który tutaj dotarł był najsłynniejszy chiński eunuch i wybitny dowódca Chen Ho. W 1409 roku przycumował swe statki w porcie i od razu poczuł, że Melakka jest wyjątkowa. Miasto leżało na styku najważniejszych morskich szlaków i nikt, kto chciał dopłynąć do portów chińskich, czy japońskich nie mógł minąć tej ziemi. W zatoce miejskiej schronienia szukały łodzie walczące z letnimi monsunami. Dachu nad głową poszukiwali misjonarze, wysyłani przez Stolicę Apostolską z misją chrystianizacyjną. Tutaj w końcu docierali mieszkańcy całej Azji aby odnaleźć bogactwo lub po prostu, uciec przed nędzą.

W chwili gdy Chen Ho stanął na lądzie poprzysiągł sobie, że nawiąże kontakt z tutejszymi władcami. Udało się. Przedstawiciel potężnego Cesarstwa Chińskiego, które w tym czasie święciło swoje najlepsze lata, nie chciał podbijać Malakki, pragnął jedynie uzyskać prawo do rozładunku i załadunku chińskich statków. Zdobycie przywilejów opłacił wysokim kosztem. Podarował tutejszym władcą pięćset dziewcząt włącznie z córką cesarza.

Już końcem piętnastego wieku do portu zawijał cały, ówcześnie znany świat. Statki hinduskie, perskie, arabskie, czy afrykańskie. W 1511 roku przybyła flota portugalska z ambitnym Alfonso de Albuquerque jako dowódcą z jednym tylko rozkazem: Zdobyć miasto. Ta data dała początek krwawej przyszłości Melakki. Po stu trzydziestu latach portugalskiego panowania, miasto zdobyli Holendrzy, a tych z kolei wypędzili Anglicy. Królestwo przechodziło z rąk do rąk. Niekiedy bezlitośnie niszczone przez nowych władców, którzy chcieli zaznaczyć swoje panowanie silną ręką, to znowu odbudowywane ku pamięci potomnym. Do dzisiaj w historycznym centrum zachował się chrześcijański kościół wzniesiony przez Holendrów w 1741 r., a w którym na bieżąco odprawiane są nabożeństwa.

Jednak nie to miejsce kultu skrywa najciekawszą historię. Po kilkusetmetrowej wędrówce na szczyt najwyższego portowego wzniesienia, odnaleźć można inny kościół. Kościół Świętego Piotra. A raczej to, co z niego pozostało. Cztery ceglane ściany. Zniszczona przez czas, szara dzwonnica i kilkanaście nagrobków, podpierających wnętrze przybytku bożego. Przed czymś, co kiedyś stanowiło zapewne wejście, stoi niepozornej wielkości figura. Postać hiszpańskiego jezuity Franciszka Xawerego.

Swoją podróż i misję życia rozpoczął Franciszek w Malakce w 1545 r. Naznaczony boską siłą, uczynił tutaj pierwszy cud. Przywrócił życie zmarłej kilka dni wcześniej dziewczynce. Wielokrotnie podczas długich pobytów w mieście ostrzegał pasażerów statków, aby nie wyruszali w rejs. Ci, którzy nie posłuchali mnicha, ginęli bez wieści na morzach. Po założeniu kilku misji chrześcijańskich od Filipin po Japonię, zmarł na wysepce Sanqian pod Kantonem.

Historia, która powinna się tutaj zakończyć, nabiera rozpędu. Jak to często bywa w Azji, dopiero po śmierci wielkich ludzi, ich życiowa energia zaczyna prawdziwie działać.

Ciało Franciszka zostało pochowane na wyspie, ale wieści o jego cudach dotarły aż do papieża, który nakazał je ekshumować. Po otwarciu trumny, zwłoki jezuity były w nienaruszonym stanie. Jak pisze Terzani „jeden z żeglarzy odciął kawałek uda jako relikwię, a z rany popłynęła krew jak z żywego ciała”. Gdy portugalski statek z wyjątkowym ładunkiem zawinął do Malakki, ustała szalejąca tam zaraza. Ciało tymczasowo pochowano w kościele na wzgórzu. Miejsce pochówku do dzisiaj jest zaznaczone okratowanym dołem, do którego podróżni wrzucają na szczęście monety. Jednak podróż ciała przyszłego świętego jeszcze się nie zakończyła.

Po kilku tygodniach Franciszek został ponownie załadowany na statek i powędrował na Goa. I tym razem spostrzeżono, że zwłoki są w nienaruszonym stanie. Cuda czynione przez przyszłego świętego przyciągały coraz to nowszych poszukiwaczy relikwii. Odcięty palce stopy, ręka, wydarte włosy. Stopniowo ciało mnicha było dekompletowane. W 1614 roku jeden z papieży na sugestię o beatyfikacji, zażądał dowodu. Tym razem pozbawiono Franciszka całego ramienia. W 1622 r. ogłoszono go świętym. Jednak jak dodaje Terzani: „nie położyło to kresu okaleczeniom. Przez stulecia zginęły wszystkie palce u nóg, z wyjątkiem dużego u jednej ze stóp. W roku 1951 obcięto mu lewe ucho”. To co pozostało z Franciszka Xawerego jest co dziesięć lat prezentowane przez okres miesiąca w Basilica del Buon Gesu na Goa.

Późnym wieczorem wspiąłem się na szczyt portowego wzniesienia. Przysiadłem na starym, wytartym i wyślizganym przez czas kamieniu. Wsłuchałem się w dźwięki miasta. Czekałem, aż duchy i do mnie przemówią. Dookoła zapadał zmierzch. Głośne do tej pory samochody, stopniowo cichły. Zapalały się kolorowe światła. Najpierw uliczne lampy, później te na podwórkach i wewnątrz domów. Po prawej stronie, w oddali, na szczycie wieżowca przyciągał wzrok zielony neon „Holiday Inn”. Pełen skupienia miałem cień nadziei, że coś się wydarzy. Pytanie tylko, co bym wtedy zrobił? Po dwóch godzinach oczekiwania, dałem za wygraną. Może duchy uleciały z miasta? Może zrobiło się dla nich tutaj za tłoczno? Może ludzie przestali w nie wierzyć? A może po prostu to ja nie byłem gotowy na spotkanie z nimi?

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
frau
frau - 2011-09-06 11:48
Super opowieści, pisane zajmująco, z wielką swobodą i znawstwem tematu. Tak trzymaj !
 
 
michalfutyra
Michał Futyra
zwiedził 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 17 wpisów17 18 komentarzy18 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0